"Świat jest pełen wariatów..."

Oto przesłanie tekstu Sandry Szwarc „DOPPALGANGER”. Trudno uznać je za odkrywcze, bo w dwudziestym pierwszym wieku mało kto ma wątpliwości, że tak właśnie jest. Być może autorce szło o to, by utwierdzić tych, którzy już to wiedzą, w przekonaniu, że nic się nie zmienia, a co najgorsze, że wariactwo galopuje. Tekst młodej autorki doczekał się reżyserii. Podjął się jej Jacek Poniedziałek. Do czytania, bo tylko w takiej formule prezentowany jest przy Rzeźniczej, twórcy zaprosili Adama Ferencego.

Bywalcy Wrocławskiego Teatru Współczesnego mogli wysłuchać tekstu na początku czerwca, podczas czytań performatywnych w ramach Festiwalu Dramatu STREFY KONTAKTU. Nie dane mi było uczestniczyć w Festiwalu przed wakacjami, ale od wysłuchania interpretacji Ferencego rozpocząłem nowy sezon teatralny. Wrocławski Teatr Współczesny, na życzenie widzów, powtórzył go w pierwszy weekend września. Komu na tym mogło zależeć? Nie wiem. Miał „Współczesny” w repertuarze takie widowiska, o których powtarzanie rzeczywiście można było prosić na kolanach. Ale żeby prosić o powtarzanie „DOPPALGANGER”?! Już w pierwszych minutach słuchania wpadłem w panikę. Ani jedno słowo nie robiło na mnie wrażenia. A przecież powinno robić każde, bo tekstowi Szwarc Jury II Konkursu Dramaturgicznego STREFY KONTAKTU przyznało pierwszą nagrodę, bo płynęło z ust wybitnego aktora. Być może jest za trudny na moje intelektualne możliwości? Taka myśl przeleciała mi przez głowę.



Wytężyłem w każdym razie umysł, by znaleźć jakieś drugie dno, by przynajmniej podjąć próbę rozszyfrowania zawoalowanych metafor. Na próżno. Nie jest to tekst napisany językiem zmetaforyzowanym. Wręcz przeciwnie. Bije z niego prostota. Może właśnie dlatego wpadłem w popłoch. Autorka nie zadaje sobie trudu, by nie nazywać rzeczy po imieniu, by zmusić słuchacza do refleksji, by zachęcić go do odnalezienia innej warstwy znaczeniowej. Ta zaproponowana przez Szwarc nie nadaje się do głębokiej analizy. A może w takim kierunku zmierza język młodych twórców? Może taki teraz będzie język teatru? Jeśli tak, nie przyjmuję do wiadomości.

Do napisania właśnie takiego tekstu zainspirował Szwarc temat bliźniąt, a także problematyka zjawisk, które wiążą się z posiadaniem lub nieposiadaniem rodzeństwa bliźniaczego. Autorkę zainspirowały również udokumentowane, fascynujące dla niej, historie osób dotkniętych tzw. syndromem „twinless twin” (bliźniaka – bez bliźniaka). To właśnie dlatego zapragnęła zwrócić uwagę na siłę i stopień złożoności więzi pomiędzy rodzeństwem, którą porównać można do połączeń nerwowych pomiędzy poszczególnymi organami ciała. Według tej teorii utracony bliźniak pozostawia po sobie ból fantomowy, a więc taki, na który cierpią ludzie z powodu na przykład amputowanej części ciała. W języku niemieckim „Doppelgänger” oznacza po prostu sobowtóra. W wierzeniach jednak odnosi do złego brata bliźniaka. Jeśli słuchacz uświadomi sobie powyższe, bez trudu zgadnie, kogo uczyniła Szwarc bohaterem (bohaterami) swojego tekstu. Miałkie. Modne. Chwytliwe. Obrażające słuchacza. Zbyt łatwe do odgadnięcia. Nawet jeśli chodziło o nakreślenie portretu psychologicznego czy o zrozumienie motywacji postępowania. Do tego oczywista scenografia. Ale ta nie jest już winą autorki.

Nie ukrywam, że czekałem na wczorajsze czytanie z ogromną niecierpliwością, a to przede wszystkim ze względu na czytającego. Dobry aktor potrafi zrobić ze średniej jakości tekstu arcydzieło. Adam Ferency jest bardzo dobrym aktorem, ale w moim mniemaniu poległ. Nie potrafił wzbudzić u mnie żadnych emocji. Po prostu czytał tekst, od czasu do czasu eksponując partie, które być może miały dla niego jakieś większe znaczenie. To podniósł głos, to zacharczał, to zaśmiał się od niechcenia. Nie będę krytykował za pomyłki słowne, bo to akurat zdarza się każdemu. Za brak zaangażowania skrytykować jednak trzeba. Wydawał się być mocno znużony tekstem, który przyszło mu przeczytać publiczności. Nie chwycił za gardło. Nie uderzył w serce. Zawiodłem się bardzo. Zawiedziona powinna być również autorka, bo ważny dla niej problem nie został potraktowany poważnie. Nie wiem, po co poszedłem. Chyba tylko po to, by rozpocząć nowy sezon teatralny, bo o tym, że świat jest pełen wariatów, wiem od dawna.

Trwa ładowanie komentarzy...