Czasem chomik, czasem jeż...

A czasem mysz. O wielu innych umęczonych przez nastolatków zwierzętach nie wiemy, bo mediom nie udało się wpaść na ich ślad. Od jakiegoś czasu karmieni jesteśmy informacjami o tym, że bezduszna młodzież znęca się nad niewinnymi zwierzętami. A to w Środzie Śląskiej gimnazjalistki zamęczyły jeża, a to gimnazjaliści z Libiąża w zadymionym akwarium przetrzymywali chomika, a to inne uczennice z lubuskiego zagazowały mysz.

Wszystkie te zachowania są przejawem bestialstwa i ogarniającej znieczulicy. Każde zasługuje na potępienie. Ale nie o umoralnianie idzie mediom. Idzie im przede wszystkim o to, by pokazać, jak współczesna młodzież jest podła i zła, jak bardzo wyzuta jest z empatii i odpowiedzialności, z czym się absolutnie nie potrafię zgodzić. Media serwują społeczeństwu agresywne wycinki, za wszelką cenę odbierając mu wiarę w młodych ludzi. Nie równoważą wiadomości. W każdym razie dawno nie oglądałem w telewizji programu, który poświęcony byłby szlachetnym działaniom młodzieży, który pokazywałby, że wcale nie jest tak źle. Bo nie jest. Złe się po prostu lepiej sprzedaje, złego lepiej się słucha, złe wypuszcza i podpuszcza. Kiedy słucha się tych dziennikarskich newsów, odnosi się wrażenie, że obecnie jest fatalnie i że nigdy gorzej nie było. To nieprawda. Pamiętam kolegów z podstawówki, którzy robili gorsze rzeczy, ale żadne media się takimi przypadkami nie zajmowały. Były to problemy szkoły i domu, bo to właśnie w tych przestrzeniach winny być one rozwiązywane. Medialny rozgłos służy przede wszystkim podbiciu oglądalności. A jeżeli dotyczą jeszcze likwidowanych gimnazjów, to bardzo dobrze, bo to dowód na to, że rzeczywiście powinny przestać istnieć.



Dziennikarze rzucają informację, która bezsensownie i bezcelowo krąży od domu do domu. Nie zadają sobie trudu, by znaleźć rozwiązanie, by zastanowić się nad przyczyną lub przynajmniej zastanowić się nad kontekstem sytuacji i stwierdzić w konsekwencji, że problem dotyka marginesu (w większości). Nie pamiętam, by dziennikarze kiedykolwiek powrócili do sprawy, by przedstawili jej finał. Najważniejsze, że udało im się zrobić z nauczycieli nieudaczników, którzy w murach szkół nie potrafią wychować uczniów wrażliwych na otaczający ich świat. Zapomina się przy tym, że wrażliwości owej, bycia człowiekiem uczyć powinien przede wszystkim dom. Nie pomoże najlepszy program profilaktyczno-wychowawczy, jeżeli rodzice nie będą stali na straży podstawowych wartości, jeżeli nie będą pilnowali swoich dzieci, jeśli nie będą się nimi po prostu interesowali.


Nie chcę w żadnym razie usprawiedliwiać młodych ludzi, którzy posunęli się do czynów stawiających ich w bardzo złym świetle. Dla mnie ważniejsze od tego, co zrobili, jest to, dlaczego to zrobili. Nie zamierzam w tym miejscu prowadzić wykładu z pedagogiki. Nie trzeba być poza tym pedagogiem, by wiedzieć, że na takie zachowania wpływają różne czynniki. Brak autorytetu, którym dla młodego człowieka powinien stać się mądry i przewidujący dorosły, frustracja wynikająca z sytuacji ekonomicznej rodziny, popularne dzisiaj eurosieroctwo, brak motywacji, brak akceptacji ze strony rówieśników czy głęboko skrywane kompleksy to tylko niektóre, które przyszły mi w tej chwili do głowy. Dla wielu młodych ludzi znęcanie się nad zwierzątkiem może być więc jedyną formą zaistnienia. Oczywiście tą złą formą. Jeśli jeszcze akt agresji uwieczni się filmikiem, który błyskawicznie trafi do sieci, młody człowiek zaczyna istnieć, zaczyna stawać się bohaterem, zaczyna być w centrum uwagi i nie zważa przy tym na jej negatywne zabarwienie. I to jest najważniejszy problem, który rodzi najważniejsze pytanie: co zrobić, by młodzież nie próbowała przebijać się do świadomości społeczeństwa przez takie czy inne akty przemocy.

Wielokrotnie podkreślałem, że jestem zwolennikiem pedagogiki pozytywnej. Od dłuższego już czasu jest mi z nią bardzo po drodze i to w niej upatruję szansy i nadziei na ratowanie młodzieńczych dusz. Warto przestać koncentrować się jedynie na pedagogice braku i niedostatku, a skupić na tej, która ogniskuje się wokół rozwoju i dobrego życia, wokół poprawy dobrostanu. Człowiek przepełniony pozytywnymi emocji to człowiek o niskim poziomie szkodliwych nastrojów, to człowiek zadowolony z życia. Czy zauważonemu i pogłaskanemu po głowie młodemu człowiekowi przyjdzie do głowy, by unicestwić chomika, jeża lub mysz? Czy będzie szukał tym środkiem aprobaty i poklasku? Cieszenie się życiem i docenianie naszego życia przez innych to sposób na walkę z depresją, to sposób na zwiększenie poziomu zadowolenia z życia. Dlatego właśnie uważam, że to na pedagogice pozytywnej winno się budować programy wychowania, że dobrostanu powinno uczyć się w szkole, że powinien zajmować się nim również dom – jako to najważniejsze źródło. I nie ma to nic wspólnego z luźnym wychowaniem, które miałoby być pozbawione stanowczości, odpowiedzialności czy egzekwowania zasad.
Trwa ładowanie komentarzy...