O autorze
Jestem doktorem nauk humanistycznych, polonistą, wykładowcą akademickim, pedagogiem, dyrektorem Technikum nr 15 im. Marii Skłodowskiej-Curie we Wrocławiu, publicystą, a także autorem wydanej pod koniec 2015 roku biografii Krystyny Sienkiewicz - "Krystyna Sienkiewicz. Różowe zjawisko". Publikuję w „Polonistyce”, „Teatrze”, „Dyrektorze Szkoły”, „Kwartalniku Edukacyjnym” i "Edukacji i Dialogu". Współpracowałem jako recenzent z Nową Siłą Krytyczną Instytutu Teatralnego im. Z. Raszewskiego w Warszawie, wortalami: „Dziennik Teatralny” i „Teatr dla Was”. Poza pisaniem recenzji zajmuję się również przeprowadzaniem wywiadów z aktorami, reżyserami i innymi osobami, dla których sztuka ma ponadprzeciętne znaczenie. W serwisie „naTemat.pl” dzielę się przede wszystkim refleksjami na temat edukacji, obejrzanych spektakli teatralnych, filmów, przeczytanych książek. Staram się również komentować polską, i nie tylko, szeroko pojętą kulturalną i społeczną rzeczywistość.
Mieszkam we Wrocławiu. Mam cudowną żonę - Mariolę. Należę do grona wielbicieli poczucia humoru Woody’ego Allena i marzę, by nakręcił film o absurdalnej Polsce. Zapraszam do kontaktu mailowego: grzegorz.cwiertniewicz@wp.pl, a także poprzez stronę na Facebooku.

Zemsta jest słodka?!

Juliusz Machulski jest marką. Nic więc dziwnego, że każdy jego film jest udany. Niektóre mogą się nie podobać, ale i tym trudno odmówić bardzo dobrej realizacji. Problemy, które podejmuje Machulski sprawiają, że jawi się on jako reżyser ludzki, reżyser społeczeństwa. Nie chcę użyć Przybosiowego określenia „wykrzyknik ulicy”, ale coś w tym jest. Opowiada reżyser o sprawach trudnych w sposób nieskomplikowany, ale jednocześnie mądry. Dzięki temu potrafi znaleźć się bardzo blisko widza. Swoimi filmami zaprasza go do zwyczajnego świata. Albo inaczej. Zaprasza go do świata pełnego dziwactw i patologii, ale umiejętnie te dziwactwa i patologie objaśnia. Obnaża przy tym naturę człowieka i to ją czyni odpowiedzialną za psucie i zepsucie, na oczach widza rozkłada na czynniki pierwsze ludzkie słabości, które destrukcyjnie wpływają na otoczenie. Tak w każdym razie postrzegam kino Machulskiego. Utwierdza mnie w takim o nim myśleniu jego najnowszy film pt. „Volta”, na który czekałem, przyznam, z pewną niecierpliwością.

Film zaklasyfikowany został jako komedia sensacyjna. Z komedią Machulski kojarzony jest najczęściej, choć uważam, że w wielu przypadkach gatunek jest swoistym kamuflażem. Pod płaszczykiem komedii reżyser zręcznie ukrywa tragiczność świata i człowieka. Tematy, z którymi się rozprawia nie są ani śmieszne, ani banalne. Śmieszni i banalni są ludzie, których Machulski sprawnie demaskuje, z których sobie kpi. Tym razem szydzi reżyser z władzy i zemsty. A może zemstę popiera, jeżeli dokonuje się ona w słusznej prawie? A może rzeczywiście bywa ona słodka? Na pewno śmieje się z władzy. Na pewno śmieje się z polityki. Aluzje polityczne są w filmie bardzo wyraźne. Łatwo zorientować się, do którego obozu władzy Machulskiemu bliżej, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę futurologię. Machulski prognozuje i przewiduje. A to, co widzi, nie może bawić, choć mamy w pewnym sensie do czynienia z satyrą polityczną i obyczajową. Może, a nawet powinno, wywołać lęk i strach. „Volta”, według mnie, niewiele ma wspólnego z sensacją. Nie jest to w każdym razie uwaga, która miałaby obniżyć rangę produkcji. Pojawia się w fabule sensacyjka. I na to zgoda. Pojawia się nawet niewielki wątek kryminalny, ale przebija się przez niego układanka detektywistyczna, której bohaterem jest Kazimierz Wielki, a bohaterką – jego korona. Królową filmu jest historia – przede wszystkim w kontekście jej codziennej przydatności.



Akcja rozgrywa się głównie w Lublinie. Machulski zadbał o doskonałą promocję tego miasta. I słusznie. Bruno Volta, główna postać, to prawdziwy mistrz w rozwiązywaniu zagadek i przeglądaniu ludzi na wylot. Zajmuje się budowaniem wizerunku tych, którzy pragną zaistnieć w przestrzeni publicznej. Volta to również kawał bezwzględnego chama. Dla posiadania jest w stanie zrobić o wiele za dużo. W jego rolę wcielił się Andrzej Zieliński. To bardzo dobra kreacja. Zieliński swoją aktorską grą rządzi w tym filmie emocjami widza. Rządzi do tego stopnia, że chciałoby się wstać z krzesła i rozliczyć jego bohatera za plugawe zachowanie. Okazuje się, że nie jest wcale taki bystry, za jakiego chciałby uchodzić. Bez większego problemu wpada w sidła zemsty, która jest odpowiedzią oszukanej przez niego kobiety…

Poprzestanę na tym zarysie, gdyż nie idzie mi o to, by streścić fabułę i ujawnić zawartą w filmie tajemnicę. Warto odkryć ją samemu! Zdradzę jedynie, że konwencja filmu nie jest nowa. Na myśl przychodzi intryga, którą wykorzystał Machulski w „Vabanku”. Trudno nawet oprzeć się wrażeniu, że to jego współczesna wersja, ale już nie tak doskonała, choćby dlatego, że momentami „Volta” nuży. Na szczęście znużenie rekompensuje widzowi doskonała gra wspaniałych aktorów. Joanną Szczepkowską jestem wręcz zachwycony!

Trwa ładowanie komentarzy...