Zofia Turowska o magicznym świecie Janusza Majewskiego

Janusz Majewski jest tym reżyserem, którego nikomu nie trzeba przedstawiać. Można uznać go za wybitnego, ale określenie to nie odda w pełni jego artystycznego kunsztu, reżyserskiego zmysłu. Majewski należy do filmowej inteligencji. Reżyser inteligentny. To dobre połączenie. Baczny obserwator rzeczywistości. To dzięki temu przyglądaniu się codzienności filmy Majewskiego są prawdziwe, opowiadają o sprawach ważnych i stanowią rzetelną ocenę sytuacji (i historii). Są czymś w rodzaju puenty. „Zazdrość i medycyna”, „Zaklęte rewiry”, „Epitafium dla Barbary Radziwiłłówny”, „C.K. Dezerterzy”, „Złoto dezerterów”, „Mała matura 1947” czy „Excentrycy czyli po słonecznej stronie ulicy” – to tylko niektóre filmy, które wciąż żyją w naszej świadomości. A przynajmniej żyć powinny. A „Królowa Bona”? Serial, do którego wracać można bez końca. Wciąż aktualny, wciąż mądry.

Majewski wyreżyserował ponad sto filmów i spektakli Teatru Telewizji. Nie jest jednak tylko reżyserem, ale również dramatopisarzem i scenarzystą. Pod pseudonimem Patrick G. Clark napisał komedię z gatunku czarnego humoru „Upiór w kuchni”, którą dwukrotnie reżyserował dla Teatru Telewizji (1976 i 1993). Do sztuki tej wracam bardzo często, a to ze względu na błyskotliwość dialogów i przemyślany komizm, który miesza się mimowolnie z tragicznością. Jeżeli chodzi o realizacje telewizyjne, bezwzględnie lepszą jest ta druga – z Ireną Kwiatkowską i Hanną Śleszyńską w rolach głównych. Zaśmiewam się za każdym razem. To duet doskonały – Mistrzyni i Uczennica. Tak o relacjach pomiędzy aktorkami można mówić. Nie wiedzieć, kiedy, Majewski znajduje również czas na pisanie książek („Retrospektywka”, „Ostatni klaps”, „Po sezonie”, „Siedlisko”, „Zima w Siedlisku”,” Mała matura”, „Ekshibicjonista”, „Glacier Express 9.15.”, „Czarny mercedes”).

„Arystokrata polskiego kina” jest więc człowiekiem wszechstronnym. W każdej dziedzinie wykazuje się ogromnym talentem, w każdej sprawdza się doskonale. Obfity dorobek artystyczny, bogate życie prywatne Majewskiego to bez wątpienia materiał na biograficzną książkę. Trudno się dziwić, że i taka powstała. Ukazała się kilka tygodni temu nakładem Wydawnictwa Marginesy, a jej metaforyczny i symboliczny zarazem tytuł – „Janusz Majewski. Film – kobieta jego życia”- kusi tajemniczością i zapowiada ciekawą podróż po bujnym życiu bohatera. Autorką jest Zofia Turowska, dziennikarka, której prace są bardzo dobrze znane. Każda napisana z niezwykłą lekkością, a jednocześnie każda charakteryzuje się dogłębnością analizy faktów. Wystarczy przywołać choćby „Agnieszki. Pejzaże z Agnieszką Osiecką” czy „Fotobiografię” o Zofii Nasierowskiej.

Moje przekonanie okazuje się nie być jedynie moim, bo wierna pozostaje mu również Turowska. Historię Majewskiego zamyka w opowieści filmowej – takie bowiem wrażenie może mieć czytelnik, kiedy czyta napisaną przez nią książkę. Dokonała autorka selekcji materiału, zresztą niezwykle skutecznie, i zamknęła je w kadry, piękne obrazki, które w konsekwencji tworzą spójną całość. Imponujące! Słowa wiążą się w tym przypadku ze starannie dobranymi fotografiami, które przenoszą czytającego bezwiednie w świat magii. Imponujące jest również to, że Turowska nie ucieka się do tanich chwytów, którymi chciałaby zyskać sympatię czytelnika. Jawi się jako swoista badaczka dorobku Majewskiego. Opisuje go, dosmaczając niezwykle smacznie szczegółami z życia bohatera, który miały rzeczywiście wpływ na omawiany obszar działalności. Inną sprawą jest fakt, że Marginesy są wydawnictwem z misją, wydawnictwem, któremu zależy na ocalaniu wybitnych właśnie poprzez sumienne pochylenie się nad wybitnym. Książkami Marginesów rozczarują się więc ci, którzy zdążyli rozkochać się w pudelkowych sensacyjkach. Nie oznacza to jednak, że brak w biografiach Marginesów smaczków i pikanterii – tej uzasadnionej. Pojawiają się one również w omawianej pozycji. Autorka zabiera czytelników w dobrze zaplanowaną podróż. Najpierw dzieciństwo, później czas młodości i związane z nim pierwsze wybory, a więc i dylematy. Wprowadza Turowska czytelników w dorosłość swojego bohatera i zaprasza w dyskretny sposób do przyjrzenia się jego artystycznej drodze, drodze konsekwentnej i świadomej. Przytacza zarówno wspomnienia reżysera, jak i osób ze świata kultury, które obcowały z nim w (nie)codzienności…

Po lekturze biografii trudno wyzbyć się pewności, że zawodowy romans Turowskiej z Majewskim przepełniony był obustronną sypmatią i zrozumieniem. Myli się ten, kto myśli, że da się uniknąć emocjonalnego związku pomiędzy autorem a bohaterem. Nawet ci, którzy piszą o postaciach z bardzo odległych czasów, piszą o nich z jakichś powodów. Niech będzie, że z fascynacji, ale i ona jest stanem emocjonalnym. Po książkę Turowskiej o Majewskim winni sięgnąć nie tylko kinomani, wielbiciele filmów reżysera, ale również ci, którzy chcieliby się czegoś o nim po prostu dowiedzieć. To odpowiedni moment. Dla wszystkich.

Trwa ładowanie komentarzy...