O relacjach szkoły z absolwentami

Rozważania zawarte w tekstach „Dyrektorzy! Oby nam się udało!” oraz „Uczeń klientem?”, które opublikowałem w serwisie natemat.pl, miały przede wszystkim zwrócić uwagę dyrektorów na rolę, jaką w kształtowaniu relacji pomiędzy nimi, nauczycielami i uczniami odgrywa rzetelność kierowanych przez nich szkół. Za najważniejsze aspekty uznałem poziom nauczania i autorytet. To wiąże się poniekąd z bezpieczeństwem. Tego od szkoły oczekują uczniowie i ich rodzice, choć może nie od początku uznają kompetencje pedagogów i próbują sprawdzić, na ile mogą sobie pozwolić.

Po pięciu latach pracy w charakterze nauczyciela języka polskiego, zostałem zatrudniony w jednym z dolnośląskich zespołów szkół. W jego skład wchodziło wówczas ukończone przeze mnie liceum. Trwały akurat przygotowania do uroczystości nadania szkole imienia. Zaplanowano między innymi spotkanie z absolwentami. Nie mogłem wziąć w nim udziału, ponieważ dyrektor wyznaczył mi, jako pracownikowi szkoły, na ten czas inne zadanie - pilnowanie blach z ciastem w sali na piętrze. Nie zamierzam w tym miejscu dyskutować z jego decyzją. Przedstawiłem tę sytuację jako przykład braku marketingowego zmysłu. Nauczyciel, który jest absolwentem danej szkoły, winien stać się jej chlubą lub przynajmniej żywą reklamą. O tym dyrektorzy powinni pamiętać, organizując w swoich szkołach uroczystości, które mają na celu podkreślać tradycję i łączność.

Prawdą jest, że strategie budowania relacji szkoły z absolwentami praktycznie nie istnieją. W różnym stopniu zależy na nich dyrektorom, nauczycielom oraz uczniom. Wynika to między innymi z faktu, że społeczność szkolna postrzegana jest przez pryzmat teraźniejszości. Przyszłość nie istnieje. Głęboko krzywdzące dla szkół byłoby stwierdzenie, że uczeń liczy się dla nich tylko wtedy, kiedy w niej jest, ale nie mija się ono do końca z prawdą. Nauczyciel liczy się tylko wtedy, kiedy zbliża się koniec roku szkolnego i trzeba znaleźć sposób, by wystawił wyższą ocenę. Niektórym uczniom zdarza się odwiedzić ukończoną szkołę najwyżej kilka razy i to w pierwszym semestrze kolejnego roku szkolnego (tak samo rzecz ma się w szkole podstawowej, gimnazjum i szkole ponadgimnazjalnej). Spotkania te odbywają się na ogół podczas krótkich przerw międzylekcyjnych, w sali danego nauczyciela. Rozmowa koncentruje się wokół pytania: „Jak radzisz sobie w nowej szkole?”. Nie utrzymują się także relacje między uczniami, choć w ostatni dzień roku szkolnego wszyscy deklarują dożywotnią przyjaźń. Nie jest to w żadnym razie winą współczesnej szkoły. To problem odwieczny. Młodzi ludzie wkraczają w nowe obszary codzienności, zaczynają borykać się z nowymi problemami, często dokonują swoistego przewartościowania i z pełną odpowiedzialnością przestają kontaktować się z koleżankami i kolegami, z którymi niegdyś łączyły ich jakieś więzi. Szkoda jedynie, że szkoła nie potrafi znaleźć sposobu, by młodzieńcze znajomości trwały. Miały w tym pomóc portale społecznościowe, ale wcale roli integrującej nie odgrywają.

W listopadzie ubiegłego roku przeprowadziłem niewielkie badanie ankietowe, które miało służyć pozyskaniu wiedzy na temat stosunku absolwentów do ukończonej szkoły ponadgimnazjalnej czy wcześniej - ponadpodstawowej. Wzięło w nim udział trzydzieści osób, a więc grupa nie jest reprezentatywna. Odpowiedzi stały się dla mnie jedynie punktem wyjścia do przemyśleń i rozważań.

Kadra pedagogiczna swoimi działaniami powinna dążyć do tego, by absolwenci chcieli się ze szkołą identyfikować. Utożsamianie się z placówką przez byłych uczniów jest dla niej nie tylko wyróżnieniem, ale również swoistą i darmową reklamą. Respondenci przeprowadzonego przeze mnie badania raczej identyfikują się z ukończoną szkołą ponadpodstawową/ponadgimnazjalną (70 %), ale już tylko połowa z nich jest dumna, że do niej w ogóle uczęszczała. Dwadzieścia pięć procent badanych odpowiedziało negatywnie, tyle samo nie ma zdania. Pięćdziesiąt procent uczniów niezadowolonych i niezdecydowanych to stanowczo za dużo. Z dalszych odpowiedzi wynika, że nie zdecydowaliby się oni na wybór danej szkoły po raz drugi. Co za tym idzie, nie poleciliby jej swojemu dziecku. W mury placówki dzięki rekomendacjom absolwentów ma szansę powrócić jedynie 50 % procent ich dzieci lub dzieci ich znajomych. Kontakt z absolwentami powinien odbywać się z inicjatywy szkoły. Tak uważa 95% respondentów. Zatrważające, że aż 85% absolwentów nie utrzymuje żadnych relacji z ukończoną szkołą ponadpodstawową/ponadgimnazjalną. Przyczyny takiego stanu są bardzo różne, ale wynika z nich, że absolwenci nie mają potrzeby utrzymywania kontaktu ze szkołą, do której uczęszczali, a jeżeli powinien trwać, to na pewno nie z inicjatywy byłych uczniów. Wielu dyrektorów za brak chęci uznałoby odległość i zmianę miejsca zamieszkania, ponieważ aspekty te najłatwiej usprawiedliwić. A jak jest naprawdę? Wypowiedzi absolwentów potwierdzają tezę, którą wysunąłem niemalże w pierwszych zdaniach niniejszych rozważań: uczeń liczy się tylko wtedy, kiedy uczęszcza do szkoły.

Najczęstszy kontakt w szkole mają uczniowie z nauczycielami. Nie jest to prawda nowa, ale bardzo ważna. To pedagodzy, choć może nie do końca mają tę świadomość, stają się łącznikami pomiędzy placówką edukacyjną a uczniami, to od ich relacji z nimi zależy, czy szkoła zostanie zapamiętana jako miejsce, do którego będą chcieli w przyszłości wracać (choćby ze swoim dzieckiem). Jedynie 40% moich respondentów utrzymuje kontakt z nauczycielami ukończonej szkoły. Przyczyny znowu są bardzo zróżnicowane, ale wypowiedzi nie powinny ani dziwić, ani zaskakiwać. Są bowiem uniwersalne. Przyszłość nie przyniesie innych spostrzeżeń - tam, gdzie zależność, tam trudno o pozytywne opinie. Jeżeli jednak nauczyciele mają zacieśniać więzi między uczniami a szkołą, odpowiedzi mogą niepokoić. Wydaje się, że stosunek do pedagogów byłby inny, gdyby częściej wykazywali się oni życzliwością i zrozumieniem (nie mylić z pobłażliwością czy rezygnującą z wymagań). Niedopuszczalna jest natomiast poufałość, czego nie potrafią zrozumieć studenci specjalności nauczycielskich.

Warto zwrócić uwagę, że uczniom, później absolwentom, zależy na utrzymywaniu szkolnych kontaktów. Dla wielu z nich zwykłe znajomości stały się przyjaźniami, które trwają przez całe dorosłe życie. Warto również podkreślić, że nawiązanie tych ważnych relacji zadziało się właśnie w szkole - tej, o której respondenci wcześniej nie wypowiedzieli się najlepiej. Szkoda, że jedynie 21% respondentów przyznało, że ich szkoły organizują imprezy okolicznościowe integrujące absolwentów (zjazdy absolwentów, rocznice założenia szkoły). Trzeba uświadamiać uczniom siłę szkolnych relacji, które w życiu dorosłym często przenoszą się na grunt zawodowy. Każdy będzie przecież w przyszłości wykonywał jakiś zawód, wielu będzie pełniło funkcje kierownicze. Rozsądnym pomysłem byłoby utworzenie w szkole, ale tylko ponadgimnazjalnej, klubu zawodowego, który zrzeszałby absolwentów, chcących utrzymywać kontakty o charakterze formalnym, klubu, w którym dokonywałaby się wymiana pierwszych zawodowych doświadczeń. Wielu absolwentów będzie prowadziło własne firmy, które mogą stać się miejscem odbywania praktyk przez obecnych uczniów. Koordynatorem, z racji swoich kompetencji, musiałby zostać szkolny doradca zawodowy.
Trwa ładowanie komentarzy...