• O co tak naprawdę chodzi Magdzie Gessler?

    Nigdy nie sądziłem, że kiedykolwiek będę pisał o sprawach kulinarnych. Nigdy o nich nawet nie myślałem. Potrzeba chwili i serca sprawiła, że postanowiłem się nieco nad nimi pochylić. Nie będzie to w żadnym razie tekst poświęcony przepisom czy wykwintnym potrawom. Nie znajdzie się w nim również ocena dań. Znam tylko jednego człowieka, który godzi krytykę kulinarną z teatralną. To Maciej Nowak. To on posiadł monopol na łączenie tych sztuk, choć każdą w gruncie rzeczy zajmuje się osobno. Nie jestem Maciejem Nowakiem, więc obiecuję, że to mój pierwszy i ostatni raz i za chwilę wrócę do edukacji i kultury. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Kontrowersyjna "SŁAWA"

    Karolina Korwin Piotrowska jest dziennikarką, której przedstawiać nikomu nie trzeba. Słynie z ciętego języka i ciętej riposty. Wyróżnia się na tle felietonistów stylem i brakiem wyrozumiałości dla tandety, kiczu i głupoty. Daje temu wyraz nie tylko w swoich tekstach, ale również programach telewizyjnych, które z powodzeniem prowadzi od wielu już lat. Może dzięki temu, że niełatwo idzie na kompromisy, należy do grona najbardziej wpływowych celebrytów i wpływowych i opiniotwórczych dziennikarek. CZYTAJ WIĘCEJ
  • W hołdzie Wierze Gran

    Nie będę oszukiwał. Nie znam twórczości Remigiusza Grzeli. Żałuję. Żałuję nie dlatego, że nie znam, ale dlatego, że nigdy nie miałem chęci jej poznania. Nigdy nie postrzegałem go jako autora, którego trzeba znać. Wiedziałem, że jest dziennikarzem, poetą, prozaikiem, dramaturgiem. Wiedziałem, że zajmuje się reżyserią. Wiedziałem, że współpracuje z ważnymi artystami. Nie wiedziałem tylko, że posługuje się stylem, który jest w stanie zawładnąć czytelnikiem bez reszty. Nie wiedziałem, że styl jego jest jak narkotyk, który uzależnia, wciąga, odrywa od rzeczywistości, choć rzeczywistość wyraża. Na szczęście już wiem. Dzięki powieści „Bądź moim Bogiem”, wydanej przed miesiącem przez wydawnictwo "Prószyński i S-ka". To ona rządziła moim czasem przez ostatnie kilka dni. Rządziła też moim sercem i duszą. Może refleksja moja wielu wydać się banałem, ale już dawno żadna książka nie była mi tak bliska. A trochę ich już w życiu przeczytałem. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Zemsta jest słodka?!

    Juliusz Machulski jest marką. Nic więc dziwnego, że każdy jego film jest udany. Niektóre mogą się nie podobać, ale i tym trudno odmówić bardzo dobrej realizacji. Problemy, które podejmuje Machulski sprawiają, że jawi się on jako reżyser ludzki, reżyser społeczeństwa. Nie chcę użyć Przybosiowego określenia „wykrzyknik ulicy”, ale coś w tym jest. Opowiada reżyser o sprawach trudnych w sposób nieskomplikowany, ale jednocześnie mądry. Dzięki temu potrafi znaleźć się bardzo blisko widza. Swoimi filmami zaprasza go do zwyczajnego świata. Albo inaczej. Zaprasza go do świata pełnego dziwactw i patologii, ale umiejętnie te dziwactwa i patologie objaśnia. Obnaża przy tym naturę człowieka i to ją czyni odpowiedzialną za psucie i zepsucie, na oczach widza rozkłada na czynniki pierwsze ludzkie słabości, które destrukcyjnie wpływają na otoczenie. Tak w każdym razie postrzegam kino Machulskiego. Utwierdza mnie w takim o nim myśleniu jego najnowszy film pt. „Volta”, na który czekałem, przyznam, z pewną niecierpliwością. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Nauczyciele bez pasji muszą wyginąć...

    Obejrzałem przed chwilą fragment programu, w którym specjalistka od żywienia tłumaczyła, jak przechowywać owoce, by nie tylko nie zepsuły się, ale również nie straciły swoich walorów smakowych, nie wspominając już o właściwościach. Uświadomiłem sobie, że jest to jedna z moich pierwszych lekcji w tym zakresie, a którą powinienem odrobić już w szkole podstawowej. Natychmiast spojrzałem na leżącą na stole paterę z owocami. Nie przeszedłbym u specjalistki od żywienia do następnej klasy. Nie znam prostych sposobów na utrzymanie owoców w świeżości. Nie pozostaje mi nic innego jak jedzenie nadgniłych jabłek i pomarańczy. Mogę się również douczyć. Obroniłbym się może znajomością budowy ameby, choć i to po tylu latach wątpliwe. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Poloniści, z czego się śmiejecie?!

    Przed nauczycielami języka polskiego ogromne wyzwanie. Muszą znaleźć sposób, by połączyć przeszłość ze współczesnością. Muszą znaleźć sposób, by połączyć pokolenia. O tym, że młodzi żyją najczęściej teraźniejszością wiedzą poloniści choćby z wierszy-manifestów, które otwierały przecież niejedną epokę. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Daremne żale polonistów...

    Pisemna matura z języka polskiego za nami. Mogę w końcu podzielić się swoimi spostrzeżeniami, choć wiem, że wystawiam się przy tym na atak. Trudno. Ufam, że emocje co niektórych opadły. A przynajmniej powinny. Spokoju oczekiwałbym przede wszystkim od polonistów, którzy każdego roku przeżywają poziom egzaminu i negują dobór tematów maturalnych wypracowań. Młodzież akurat to przeżywa mniej od swoich nauczycieli. To naturalne. Wychodzą raczej zadowoleni i podkreślają łatwość matury. Ich entuzjazm może zderzyć się z czerwcowymi wynikami, czego im, rzecz jasna, nie życzę. Wręcz przeciwnie. W końcu ich kształt w konsekwencji przekłada się na ocenę pracy nauczyciela i szkoły. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Giulietta Masina w Leśnicy

    Małgorzata Bogdańska z monodramem „Nie lubię pana, Panie Fellini” przyjechała do Wrocławia w bardzo dobrym momencie. Zaprezentowała go przed publicznością na trzy dni po dwudziestej trzeciej rocznicy śmierci wybitnej aktorki – Giulietty Masiny. Kiedy dowiedziałem się, że powstał monodram opowiadający o życiu tego barwnego filmowego włoskiego małżeństwa, zadrżałem. CZYTAJ WIĘCEJ
  • O rawickim "Bodo"

    Ubiegły rok należał do Eugeniusza Bodo, aktora teatralnego i filmowego, ale również reżysera, scenarzysty, tancerza i piosenkarza. Na rynku wydawniczym bowiem ukazały się co najmniej dwie biografie artysty, a Telewizja Polska wyemitowała serial pt. „Bodo”, który może nie należał do najgorszych, ale takim okazał się Tomasz Schuchardt, rzecz jasna, jako tytułowy bohater. Aż strach wybrać się do kina, by zobaczyć, co zostało z jego roli w okrojonej wersji filmowej. Niezależnie od tego istotnego mankamentu, dobrze stało się, że postawiono przywrócić pamięć o tym charakterystycznym aktorze. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Zofia Turowska o magicznym świecie Janusza Majewskiego

    Janusz Majewski jest tym reżyserem, którego nikomu nie trzeba przedstawiać. Można uznać go za wybitnego, ale określenie to nie odda w pełni jego artystycznego kunsztu, reżyserskiego zmysłu. Majewski należy do filmowej inteligencji. Reżyser inteligentny. To dobre połączenie. Baczny obserwator rzeczywistości. To dzięki temu przyglądaniu się codzienności filmy Majewskiego są prawdziwe, opowiadają o sprawach ważnych i stanowią rzetelną ocenę sytuacji (i historii). Są czymś w rodzaju puenty. „Zazdrość i medycyna”, „Zaklęte rewiry”, „Epitafium dla Barbary Radziwiłłówny”, „C.K. Dezerterzy”, „Złoto dezerterów”, „Mała matura 1947” czy „Excentrycy czyli po słonecznej stronie ulicy” – to tylko niektóre filmy, które wciąż żyją w naszej świadomości. A przynajmniej żyć powinny. A „Królowa Bona”? Serial, do którego wracać można bez końca. Wciąż aktualny, wciąż mądry. CZYTAJ WIĘCEJ